Dlaczego znów chcemy dostawać coś do skrzynki? Przez lata przyzwyczajaliśmy się do tego, że wszystko może być natychmiastowe. Newsletter w skrzynce mailowej, rolka artystki przewinięta po dwóch sekundach. A jednak coraz bardziej tęsknimy za czymś, co wymaga czasu. Za papierem. Za kopertą. Za czymś, co ktoś przygotował specjalnie dla nas i co nie wymaga telefonu.
Stąd między innymi fenomen płatnych klubów pocztowych, w których za miesięczną subskrypcję dostajemy prawdziwy list, ilustracje, pocztówki, naklejki czy inne papierowe niespodzianki. To trochę powrót do przeszłości. Ale też bardzo współczesna potrzeba.

Dlaczego chcemy dostawać listy?
Chodzi o doświadczenie otwierania koperty. O moment ciekawości: co jest w środku?
List jest też bardziej osobisty niż większość komunikacji, którą znamy dzisiaj. Nawet jeśli powstaje dla wielu osób, daje poczucie bezpośredniego kontaktu. A kiedy do listu dołączona jest ilustracja, pocztówka, naklejka albo ręcznie wykonany kolaż, dostajemy coś jeszcze. Przedmiot, który można zachować.
Growth Letters, czyli przyjaźń zamknięta w kopercie
Właśnie z tej potrzeby powstał klub pocztowy Growth Letters.

Rozpoczęły go Anna z Izą, które przyjaźnią się od 10 lat, choć dzieli je 200 kilometrów. W pewnym momencie doszły do wniosku, że skoro tym, co mają sobie nawzajem do zaoferowania, jest wsparcie, doświadczenie i dzielenie się tym, czego uczymy się o sobie i o życiu, może właśnie tym powinny podzielić się z innymi?
Tak narodziły się Growth Letters. Listy o rozwoju, przyjaźni i tym, czego uczymy się po drodze. To comiesięczna przesyłka, w której dzielą się swoją sztuką, odkryciami i kawałkiem codzienności. Dwie artystki, cztery ręce i zero AI
Mały luksus w świecie cyfrowym
Być może właśnie dlatego płatne listy i kluby pocztowe tak dobrze odpowiadają na nasze dzisiejsze potrzeby, bo to przytulenie w kopercie.
